Strona główna Blog Kontakt

06. 830 km

 

830 kilometrów

Cześć! Tu Marta i witam Cię w podcaście „Codziennie. Po ludzku. Po polsku.” Dawno mnie tu nie było, ale wracam i lecimy z tym polskim. 

To miejsce, ten podcast, stworzyłam z myślą o Tobie – jeśli uczysz się języka polskiego, mieszkasz w Polsce i chcesz czuć się tu jak w domu.

Rozmawiamy tutaj o codziennym życiu, emocjach, kulturze i języku. Bez presji. Bez ocen. Po ludzku. I przede wszystkim po polsku. Bo pewnie nie masz dużo czasu na naukę i słuchasz tego w drodze do pracy albo gdy gotujesz obiad. I to jest ok.

Dziś opowiem Ci o największej przygodzie mojego życia. No to zaczynamy!

830 kilometrów.

Tyle przeszłam pieszo latem 2018 roku wzdłuż hiszpańskiego wybrzeża. Z Irun do Santiago de Compostela.

Z plecakiem na plecach.

W plecaku miałam trzy pary majtek, trzy pary skarpetek, krótkie spodenki, długie spodnie, dwie koszulki szybkoschnące, bluzę, czapkę, kurtkę przeciwdeszczową i śpiwór. Zapas jedzenia na jeden dzień. Plastry zwykłe i plastry na pęcherze. Mały notes. Latarkę. Dużo miłości do świata w sercu.

W ten sposób żyłam przez 35 dni.

Każdego ranka zakładałam plecak, wychodziłam na szlak i szłam przed siebie. Dzień po dniu. Krok po kroku.

Był ze mną mój ówczesny chłopak, dzisiejszy mąż. 

POznaliśmy ludzi z całego świata, w różnym wieku. Każdy z inną historią i innym bagażem doświadczeń. Każdy z inną intencją, ale z tym samym celem. Droga. Droga była naszym celem. 

Dlaczego to zrobiłam?

Szczerze? Nie wiem.

Mam wrażenie, że ta droga po prostu mnie zawołała.

W tamtym czasie, w roku 2018, pracowałam w Rydze jako nauczycielka języka polskiego. Spędzałam przy tablicy 37 godzin tygodniowo, a po pracy jeszcze uczyłam się języka łotewskiego.

Powiedzieć, że Byłam bardzo zmęczona - to za mało. Byłam na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego. Łotwa dała mi w kość, dała mi popalić. Może o tym też kiedyś opowiem.

Potrzebowałam więc czegoś, co pozwoli mi dotrwać do wakacji. Jakiegoś marzenia, które będzie na mnie czekało. Czegoś, co nada sens tej pracy…

Pewnego dnia obejrzałam amerykańsko-hiszpański film „The Way”, polskie tłumaczenie “Droga życia”, w reżyserii Emilio Esteveza. Coś kliknęło. 

Potem zaczęłam czytać o Camino de Santiago.

Decyzja podjęła się właściwie sama.

Po prostu wiedziałam, że idę.

Zaczęłam więc chodzić na siłownię, żeby przygotować się do długich marszów z plecakiem na plecach. W każdej wolnej chwili wychodziłam na spacery - im dłuższe, tym lepsze. Pamiętam, że w moje 28 urodziny poleciałam do Bratysławy (bo akurat tam znalazłam najtańszy lot) i  przeszłam 28 kilometrów. Takie uczczenie każdego roku życia jednym kilometrem marszu. Dziś, kiedy to nagrywam, mam 36 lat, nie wiem, czy dałabym radę jeszcze raz tak świętować :)

Jedni nazywają Camino pielgrzymką i traktują je jako religijne przeżycie.

Dla innych jest to po prostu szlak turystyczny i sposób na aktywne spędzenie czasu pośród pięknej przyrody. 

Dla mnie było po trochu wszystkim.

Przygodą.

Duchowym doświadczeniem.

Okazją do poznania świata.

I okazją do poznania samej siebie w warunkach, których wcześniej nigdy nie doświadczyłam.

Podróż zaczęliśmy w Irún.

A właściwie trochę wcześniej. Przylecieliśmy do Tuluzy we Francji, potem autobusem dojechaliśmy do Hendaye, miejscowości leżącej tuż przy granicy z Hiszpanią.

Następnego dnia założyliśmy plecaki i ruszyliśmy w drogę.

Codziennie przechodziliśmy od 20 do 30 kilometrów.

Dzień po dniu.

Krok po kroku.

Przeszliśmy przez Kraj Basków, Kantabrię, Asturię i Galicję. Szliśmy wzdłuż oceanu.

Jak pewnie wiesz, kocham Hiszpanię.

I kocham morze.

Nie wyobrażałam sobie innej drogi.

Szlak często prowadził przez góry.

Szliśmy, kiedy świeciło słońce i temperatura przekraczała 35 stopni.

Szliśmy, kiedy padał deszcz.

Szliśmy podczas burzy, która zaskoczyła nas w lesie.

Szliśmy zmęczeni.

Szliśmy szczęśliwi.

Szliśmy i trzymaliśmy się za ręce.

Bywało bardzo ciężko. Bolały nogi, plecy, ramiona.

Nie nocowaliśmy w hotelach.

Spaliśmy w albergach – schroniskach dla pielgrzymów. Były bardzo proste. Czasami w jednym pokoju spało 20 albo 30 osób.

Zdarzało się, że rano nie wiedzieliśmy jeszcze, gdzie będziemy spać wieczorem.

Musieliśmy zaufać drodze.

I sobie nawzajem.

Wszyscy byliśmy brudni, zmęczeni i śmierdzący.

I wszyscy byliśmy cholernie szczęśliwi.

Opowiadając to wszystko, mam łzy w oczach.

Bo Camino zostawia w człowieku ogromny ślad.

Nie daje o sobie zapomnieć.

I, cholera jasna, Iznowu woła…

Niedawno byliśmy z mężem i córką w Lesie Bielańskim w Warszawie.

I nagle zobaczyliśmy ją…

Symbol Camino – żółtą muszlę i żółtą strzałkę.

To te symbole pozwalają nie zgubić się na trasie, nawet jeśli nie masz telefonu z GPS-em. To te znaki Cię prowadzą do celu.

Marzymy o kolejnym Camino.

Tym razem we troje.

Z naszą córką.

Nie będzie to już 830 kilometrów ani 35 dni.

Jeśli uda nam się przejść 50 albo 100 kilometrów, będziemy szczęśliwi.

Nie wiem, kiedy wyruszymy.

Za rok. A może za pięć.

Ale wiem jedno.

Pójdziemy.

Bo nigdy nie czułam się tak wolna, tak żywa i tak szczęśliwa.

Droga znów nas woła.

 

 

W nauce języka jest trochę jak na Camino.

Nie trzeba od razu przejść 830 kilometrów.

Wystarczy robić małe kroki. Regularnie.

I nie iść samemu.

A jeśli słuchasz tego podcastu, bo uczysz się języka polskiego i chcesz mówić po polsku częściej i z większą pewnością to zapraszam Cię do Klubu „Codziennie. Po ludzku. Po polsku”.

To miejsce dla osób, które mają dość uczenia się samodzielnie i chcą mieć regularny kontakt z językiem. Spotykamy się dwa razy w miesiącu na Zoomie, rozmawiamy po polsku, a między spotkaniami jesteśmy w kontakcie na Telegramie. Możesz zadawać pytania, wysyłać wiadomości głosowe i ćwiczyć język bez presji perfekcji.

Link do Klubu znajdziesz w opisie tego odcinka.

A Ty? Dokąd chciałbyś kiedyś wyruszyć?

Jeśli chcesz, napisz do mnie lub nagraj wiadomosc glosowa na instagramie. Bardzo lubię czytać Wasze historie. Znajdziesz mnie na Instagramie marta.od.jezykow - możesz mnie oznaczyć, będzie mi bardzo miło. Możesz też napisać maila na adres kontakt@polskib1.pl

Dziękuję Ci za wspólnie spędzony czas.

I pamiętaj — nie musisz przejść 830 kilometrów.

Czasami wystarczy zrobić jeden kolejny krok.

Do usłyszenia w następnym odcinku.

Buziaki! 

 

 

 

 

Słowa i zwroty z dzisiejszego odcinka

krok po kroku – stopniowo, etapami

dzień po dniu – każdego dnia, regularnie

dać komuś w kość – bardzo zmęczyć lub sprawić komuś trudność

dać komuś popalić – sprawić komuś dużo problemów lub trudności

dotrwać do – wytrzymać do określonego momentu

coś kliknęło – nagle coś zrozumiałem/zrozumiałam lub poczułem/poczułam

zaufać komuś / czemuś – uwierzyć komuś lub polegać na kimś/czymś

nie dać o sobie zapomnieć – ciągle wracać do myśli lub wspomnień

na skraju wyczerpania – bardzo zmęczony, bliski utraty sił

wyruszyć – rozpocząć podróż

szlak – wyznaczona trasa do wędrówki

zmęczony – potrzebujący odpoczynku, bez energii

schronisko – miejsce, w którym można przenocować podczas podróży

wybrzeże – teren położony nad morzem lub oceanem

 

 

 

 

Marta
23.06.2026, 11:36

Komentarze